Tenzin Tsundue. Tybetański bojownik o wolność

Tybetański aktywista i pisarz Tenzin Tsundue w wywiadzie dla powder.zine opowiada o swojej twórczości, ostatniej fali samospaleń i o tybetańskiej niepodległości. A dla nowych członków i członkiń SFT mamy specjalną propozycję możliwość zamówienia bezpłatnego egzemplarza książki 'Kora'.


Witamy Cię na łamach Powder. To dla nas zaszczyt gościć tak poważanego pisarza i bojownika o wolność.
Dziękuję. Dla mnie to także zaszczyt. Dziękuję wam za to, że pomagacie dotrzeć nam do nowej, szerszej publiczności.

W 1997 roku przybyłeś do Tybetu i zostałeś uwięziony przez władze. Jakie były Twoje wrażenia związane z Tybetem i jakim doświadczeniem było zatrzymanie?
W moim odczuciu Tybet był zdewastowany, kiedy znalazłem się w rozpadającej się Lhasie, przytłoczonej chińską obecnością. Zostałem zmuszony do przejścia przez miasto jako więzień, ustawiono mnie przed symbolem miasta – pochodzącym z VII wieku pałacem Potala i robiono mi zdjęcia do policyjnej dokumentacji. Sklepy, urzędy i budynki były w większości chińskie, nawet w mniejszych miastach, takich jak Shigatse i Lhatse. Jedynie nomadzkie rejony Ngari w zachodnim Tybecie nie zostały dotknięte przez napływ chińskiej populacji.  Mój plan polegający na zamieszkaniu w Tybecie i przyłączeniu się do ruchu niepodległościowego nie został zrealizowany. Zostałem aresztowany po pięciu dniach wędrowania przez Tybet i zostałem uwięziony jako podejrzany o szpiegowanie dla Indii. Po 12 dniach spędzonych w więzieniu w mieście Ngari, najbardziej wysuniętym na zachód mieście Tybetu, na granicy z Indiami, zostałem przeniesiony do Lhasy na dalsze przesłuchania. Tybetańscy współwięźniowie obawiali się, że stanie się ze mną najgorsze i radzili mi, żebym przedstawił jedną wersję swojej opowieści i trzymał się jej, choćby nie wiem co. Ponieważ nie powiedziałem nikomu w Indiach o mojej sekretnej misji, jako więzień w placówce na przedmieściach byłem nieszczęśliwy i zupełnie bezbronny. Nie będąc w stanie potwierdzić swoich podejrzeń, chińskie władze wyrzuciły mnie z Tybetu po trzymiesięcznym przetrzymywaniu mnie w więzieniu. Miałem 22 lata i ta intensywna lekcja życia uczyniła ze mnie bojownika, którym jestem do dzisiaj.

Jakie było Twoje dorastanie na uchodźstwie w Indiach?
Do niedawna, zanim jeszcze zacząłem jeździć na zagraniczne objazdy z odczytami, jedyne życie jakie znałem, to życie uchodźców w Indiach. Dlatego też nigdy nie postrzegałem tego jako „życia w Indiach”. To był jedyny świat, w którym żyliśmy. Ale w dzieciństwie, z opowieści i piosenek moich dziadków,  naszych dziecięcych zabaw i języka, którym mówiliśmy, wyłaniał się obraz innego świata, marzenie o ojczyźnie, której nigdy nie widzieliśmy, ale wciąż powracającej. Wiedzieliśmy tak wiele o Tybecie, że mogliśmy na tej podstawie zbudować równoległy świat. Teraz żyjemy w Indiach, ale nasze serca są tam. Nie jesteśmy więc ani tam, ani tutaj.

Twoje pierwsze dzieło to zbiór wierszy “Przekraczanie granicy”. Zdobyłeś pierwszą nagrodę w konkursie Outlook/Picador w 2011 roku i od tego czasu opublikowałeś dwie inne prace, zatytułowane „Kora” i „Semshook”. Co popchnęło Cię do pisania? Co chciałbyś osiągnąć w swojej twórczości?
Moją pierwszą życiową lekcją było to, że nie należę do kraju, w którym się urodziłem i to było rozdzierające. Przyrzekłem sobie, że zostanę bojownikiem o wolność, kiedy byłem w piątej klasie. Inspirowała mnie siła rozumu przeciwstawiona fizycznej walce, kiedy nasi tybetańscy nauczyciele mówili nam o pisaniu i pracy dziennikarzy. Chciałem szybko dorosnąć i poprzez pisanie pomagać Dalajlamie przekazywać światu wiedzę o Tybecie. Ale szybko zdałem sobie sprawę z tego, że światowa polityka jest uwarunkowana narodowymi i ekonomicznymi interesami i że nikt nie jest na tę wiedzę gotowy.

Obecnie piszę po to, żeby bronić naszej sprawy i dokumentować działalność  ruchu dla przyszłych pokoleń. Piszę dla indyjskich gazet i magazynów, a następnie zbieram moje artykuły w jedną książkę, którą publikuję. „Tsengol” to opowiadania i wiersze o tybetańskim oporze zebrane w moim czwartym z kolei tomie, opublikowanym w 2012 roku.  Moje pisanie, choć tylko w niewielkim stopniu, stanowi moje źródło utrzymania. To, co poeta tworzy, publikują i rozpowszechniają aktywiści. Zarabiam niewiele, ale nie mam też wielkich potrzeb. Poeta karmi głodnych aktywistów. Jednak moja poezja nie argumentuje, ona po prostu jest. Poezja rządzi się własnymi prawami, które mnie również narzuca i, zważywszy na to, że jestem czasem aktywistą, zaangażowanym w spotkania, tworzenie sloganów i szkolenie, a także sprawy więzienia i sądów, zauważam, że niektóre z moich inspiracji odchodzą, gdyż jestem na nie zamknięty.

Twoje wiersze mówią o poczuciu straty, a jednocześnie jest w nich przesłanie pełne nadziei. Czy uważasz, że sztuka może wpływać na politykę?
Wierzę, że sztuka to nieustanne poszukiwanie prawdy. Język, forma i kształt pomagają ludziom poszukiwać, odzwierciedlać i wyrażać najgłębsze, przyziemne i najbardziej subtelne ludzkie obawy. Dlatego politycy boją się sztuki, często jej zabraniają, bo sztuka nie tylko może zmienić sposób myślenia, ale może nawet stać się przyczyną rewolucji. Jedną z najbardziej ściganych przez chińskie władze grup są tybetańscy poeci, pisarze, piosenkarze, aktorzy i intelektualiści.

Po 63 latach chińskiej okupacji w Tybecie, jak wygląda jego obecna sytuacja?
Sześciomilionowa tybetańska społeczność tonie w napływającej fali chińskiej populacji, której liczba wynosi około 12 milionów. Bogactwo zasobów naturalnych, takich jak złoto, miedź i lit na powierzchni o wielkości 2, 5 miliona metrów kwadratowych (czyli takiej jak powierzchnia zachodniej Europy) uczyniło z Tybetu „skarbiec”dla Chin. Ostatnio dotarły do nas wieści o zapadnięciu się kopalni złota w Tybecie – to jedna z setek takich kopalni bogactwa. W Tybecie swoje źródła mają niektóre z najważniejszych azjatyckich rzek, które karmią ponad 1,5 miliarda azjatyckiej ludności. Chiny obecnie łączą się z Tybetem przez siedem połączeń kolejowych i setki państwowych autostrad. Dla Chińczyków to się nazywa rozwój, a dla Tybetańczyków – nawet tybetańskie podręczniki są zastępowane chińskimi. Tybetańskie klasztory i miejsca kultury są traktowane jako obiekty ekspozycji. W tybetańskich klasztorach jest więcej turystów niż pielgrzymów. Tybetańscy nomadzi i rolnicy tracą ziemię na rzecz pazernych kupców, którzy obiecują wielkie rzeczy, a potem starają się ich upchnąć w domkach wielkości pudełek od zapałek. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeśli nie zrobi się nic, by temu zaradzić, Tybetańczycy mogą skończyć jak rdzenni mieszkańcy Ameryki, Kanady, Nowej Zelandii i Australii.

W jaki sposób można porównać sytuację w regionie Xinjiang z sytuacją w Tybecie?
Xinjiang, w chińskiej kolonialnej terminologii oznaczający “nową granicę”, to Turkiestan Wschodni tak jak Tybet nazywany jest Xizang, co oznacza „zachodni skarbiec”. Problem ten ma swoją genezę w roku 1911, kiedy Chiny wyzwoliły się po wielu latach imperialnej kolonizacji Mandżurów. Próbując uzasadnić „dziedzictwo władzy” nowo powstała Chińska Republika  usiłowała zdobyć władzę nad dawnymi koloniami mandżurskimi, między innymi nad pustynnymi połaciami Mongolii. Jednakże nowa republika nie była wystarczająco silna, aby na tak dużą skalę zrealizować swoje roszczenia.

Inwazja na Tybet i Turkiestan Wschodni, rozpoczynająca ich okupację miała miejsce w 1949 roku, po tym jak Mao Zedong skonsolidował władzę w Chinach i założył Chińską Republikę Ludową. Do tego czasu rządy Chin zostały ustanowione w Wewnętrznej Mongolii i w Mandżurii. Obecnie Chiny nie tylko fizycznie okupują te rejony, ale także sprawują władzę nad historią okupowanych ludów i krain, zmusiwszy wszystkie kraje na poziomie międzynarodowym do podpisania się pod „polityką jednych Chin”.

W ostatnich latach miała miejsce w Tybecie fala samospaleń, ponad 100 od roku 2009 i 25 tylko w listopadzie 2012. Co popycha ludzi do tych czynów i jakie są ich następstwa?
Po drugim Tybetańskim Powstaniu Narodowym, podczas którego Tybetańczycy z całego Płaskowyżu Tybetańskiego powstali w proteście podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie w 2008 roku, chińskie władze wysłały tam tyle wojska, policji i inteligencji, że miasteczka i miasta zmieniły się w państwa policyjne. Zastrzelono wielu protestujących na ulicach, ciała sprzątano jak gdyby nigdy nic. Protest ledwo zauważono i wszystko zakończyło się w ciągu kilku minut.

Fizyczny akt samospalenia jest w moim rozumieniu taktyką kupowania większej ilości czasu, poprzez szokowanie widzów tym, jak ciało zmienia się w żywą pochodnię. W obydwu aktach protestu protestujący oddaje swoje życie, ale w tym drugim jest to zarazem protest i opór, podczas których nie tylko twój protest zostaje zauważony, ale sam odbierasz sobie życie i sam kończysz ten akt, zostawiając po sobie jedynie popiół. Tybetańskie samospalenia zamiast wyrządzać krzywdę Chińczykom, stają się niemal aktem ofiary z ciała i z życia, a jednocześnie jasno wyrażonym przejawem oporu. Ślad, jaki to pozostawia w umysłach wszystkich żyjących Tybetańczyków  nie pozwala znaleźć natychmiastowego rozwiązania. Jednak to poświęcenie może pomóc karmić umysły i podtrzymać walkę przez jeszcze co najmniej dwa pokolenia.
Wszyscy, którzy dokonali aktu samospalenia zostawili wiadomości, w formie listu lub nagrania, albo sloganów, w których deklarują, że nie chcą żyć pod brutalną chińską okupacją i domagają się powrotu Jego Świątobliwości Dalajlamy i wolności dla Tybetu. A ponieważ ludzie z całego świata odnoszą korzyści z brutalnej chińskiej okupacji Tybetu poprzez handel z Chinami, samospalenia przemawiają w równy sposób do Chińczyków, jak i do ludzi z całego świata.

Od czasu kiedy w 2011 roku Dalajlama wycofał się z politycznego przywództwa , dr Lobsang Sangay został liderem tybetańskiego rządu na uchodźstwie. Czy jego poglądy różnią się od poglądów Dalajlamy? I jaki jest Twój pogląd na to, jak powinno się postępować w kwestii Tybetu?
Nasz eksperyment z demokracją trwa już 54 lata i udało nam się wypracować strukturę i system, które pasują do tybetańskiego społeczeństwa i jego kultury. Po rezygnacji Jego Świątobliwości z włądzy politycznej, Dr Lobsang Sangay jest naszą nadzieją.Polityka centralnego dialogu poprzedniego premiera była zbyt wąską definicją “działania bez przemocy”. Cieszę się, że nowy premier stosuje zróżnicowane metody działania bez przemocy. Chociaż polityka rządu na uchodźstwie może być opisana jako „Metoda Środka” i polega na znalezieniu porozumienia z Chinami, postrzegam ją w kategorii „pobożnych życzeń”. Wolność nie może być wyżebrana ani darowana, musi być zyskana dzięki własnej wartości, poświęceniu i inteligencji. Wierzę, że tylko niepodległy Tybet może zagwarantować przetrwanie tybetańskiego ludu i narodu.

Muszę przyznać, że tutaj w Powder bardzo szanujemy Twoje działania. W 2002 roku, na rusztowaniu hotelu Oberoi w Mumbaju, w którym przebywał chiński premier Zhu Rongji wywiesiłeś baner z napisem „Wolny Tybet, Chiny wynoście się”. Kiedy w 2005 roku chiński premier Wen Jiabao przebywał w Bangalore wywiesiłeś baner z napisem „Wolny Tybet” z balkonu 60-metrowej wieży uniwersyteckiej. Czy takie akcje są trudne do przeprowadzenia? Jakie przynoszą efekty?
Kiedy brutale udają dżentelmenów, byłoby tchórzostwem nie zwrócić uwagi na ich brutalność. W obydwu przypadkach media więcej mówiły o Tybecie niż o Chinach, a ludzie dowiadywali się o chińskiej okupacji Tybetu. Oprawca został tak ośmieszony, że następnym razem, kiedy prezydent Chin przybył do Indii, na prośbę Chińczyków byłem trzymany jak pies na małym posterunku w Dharamsali w północnych Indiach pilnowany przez 24 policjantów przez 20 dni. Media rozdmuchały tę historię i wyśmiewały chińską paranoję spowodowaną przez niskiego, chudego jak patyk Tybetańczyka.

Jesteś sekretarzem generalnym Przyjaciół Tybetu. Czym zajmuje się Twoja organizacja i co planuje osiągnąć?
Przyjaciele Tybetu w Indiach to szeroka sieć wspierających sprawę Tybetu indyjskich działaczy. Wolontariusze organizują dyskusje, projekcje filmów, rozmowy i wystawy, mające na celu naświetlenie sprawy Tybetu wśród mieszkańców Indii i uświadomienie ich, że niepodległość Tybetu leży także w ich narodowym interesie. Okupacja Chin przez Tybet stanowi zagrożenie dla liczącej 4075 kilometrów himalajskiej granicy. Obecnie jako wolontariusz zajmuję się organizacją kampanii.

Jak myślisz, co w najbliższych latach wydarzy się w kwestii Tybetu? 
Z powodu utrzymywania przez świat stosunków handlowych z Chinami, wszyscy korzystają z represji wobec Tybetu, złoto, miedź i lit są pochłaniane, aby wspierać produkcję dóbr „made in China”. Ropa i gaz naturalny z Turkiestanu Wschodniego i Południowej Mongolii wspomagają światowy przemysł w Chinach. Więc przez jakiś czas musimy jeszcze być cierpliwi.  Ale świat zachodni już zdał sobie sprawę, że przynosząca zyski, tania produkcja „made in China”nie ma przyszłości i dlatego powstają plany przenosin do Indii, Bangladeszu i Birmy. To oznacza dla nas nadzieję – jesteśmy dumnym i odważnym ludem i będziemy opierać się, aż zwyciężymy.

A teraz coś lekkiego – jak się czułeś, kiedy znalazłeś się w pierwszej pięćdziesiątce najbardziej stylowych osób w Indiach magazynu Elle?
To było zabawne.

Tenzin Tsundue, dziękujemy za podzielenie się Twoimi poglądami na łamach magazynu “Powder”. Solidarnie z Tobą krzyczymy „Wolność dla Tybetu!” Tashi Delek! [ tybetańskie pozdrowienie – przyp. tłum.]

Tłumaczenie wywiadu: Ewa Wiśniewska

Dla nowych członków/członkiń SFT Poland mamy niespodziankę! Egzemplarz tomiku wierszy Tenzina Tsundue 'Kora'. Dołącz do nas!