Okupacja to nie wakacje!

Akcja SFT przed hotelem InterContinental w Warszawie, fot. Monika Bajkowska
Sieć InterContinental stała się celem skoordynowanych demonstracji na rzecz Tybetu, które odbyły się w ponad 20 miastach na całym świecie. Students for a Free Tibet przyłączało się do kampanii wywierania wpływu na ponadnarodową sieć w celu zatrzymania planów budowy luksusowego hotelu w okupowanym Tybecie.
ZOBACZ: Zdjęcia z akcji 5 listopada w Warszawie i Krakowie!
DZIAŁAJ!
  1. Podpisz międzynarodową petycję do zarządu InterContinental
  2. Udostępnij na Facebooku nagranie dotyczące działania InterContinental w Lhasie: http://youtu.be/hLFoww42TNU
  3. Dowiedz się więcej dla czego protestujemy, zapoznaj się z materiałami na temat InterContinental na stronach Free Tibet i Students for a Free Tibet!
  4. Dołącz do nas aby wspierać prawa człowieka w Tybecie. Twój głos jest ważny!

5 listopada aktywiści działający na rzecz Tybetu będą protestować przed hotelami należącymi do sieci InterContinental na czterech kontynentach. 

W wyniku chińskiej okupacji łamane są podstawowe prawa Tybetańczyków, w tym międzynarodowo uznane prawa do kontroli nad własną ziemią i zasobami. Od 1999 r., chiński rząd wdraża program „Rozwoju Ziem Zachodnich”, wspierając masową migrację chińskich robotników do Tybetu i wspierając rozwój zagranicznego biznesu. Plany te mają na celu konsolidację chińskiej kontroli nad Tybetem oraz zachęcenia zagranicznych inwestorów do finansowania chińskiej okupacji.

„Plany sieci InterContinental otworzenia wielkiego „luksusowego kompleksu” w Lhasie pod nazwą „Raj w Lhasie”, są nie tylko obraźliwe dla Tybetańczyków, ale stanowią koszmar dla inwestorów” -powiedziała Padma Dolma, Dyrektor SFT na Europę. „Rażące naruszenia praw człowieka w Tybecie zostały podkreślone przez kilkanaście państw podczas przeglądu sytuacji w Chinach na forum ONZ w ubiegłym tygodniu, jednak zarząd InterContinental jak gdyby nigdy nic, planuje kontynuować swój biznes w Lhasie. Okupacja to nie wakacje, i tak dłogo jak Tybetańczycy żyją w strachu przed aresztowaniem, uwięzieniem i śmiercią za zwykłe wyrażenie swojego pragnienia wolności i powrotu Dalajlamy, Lhasa nie jest miejscem do otwierania luksusowego hotelu przez korporację z siedzibą w UK”.

Protesty koordynowane przez International Tibet Network zbiegają się z ogłoszeniem przez InterContinental kwartalnego raportu finansowego. Dotychczas podobne protesty odbyły się już przed hotelami IC w Londynie, Nowym Yorku i Paryżu.

Organizacje działające na rzecz Tybetu podkreślają, że obecność korporacji i jej decyzja do nazwania hotelu „Lhasa Paradise”, wspiera starania chińskiego rządu do zatuszowania masowych naruszeń praw człowieka w Tybecie, a w szczególności surowych represji i inwigilacji w Lhasie.

„Nieustępliwość i ignorancja zarządu InterContinental wyczerpały cierpliwość aktywistów na rzecz Tybetu. Protesty najbliższego tygodnia są ostrzeżeniem, mówiącym o tym, że międzynarodowy ruch na rzecz Tybetu potępia decyzję o otwarciu hotelu w Lhasie i legitymizacji chińskiej polityki, a kampania będzie nabierać na sile do czasu podjęcia decyzji o wycofaniu inwestycji w Tybecie – powiedziała Eleanor Byrne-Rosengren z organizacji Free Tibet z siedzibą w Wielkiej Brytanii. „Ekskluzywny międzynarodowe marketing wizerunku 'tybetańskiego raju', to dokładnie to co Chiny chcą zobaczyć w okupowanym od 60 lat kraju.”

Kampania przeciwko inwestycji InterContinental w Lhasie rozpoczęła się w maju br., poza protestami odbyły się bezproduktywne spotkania i wymiana korespondencji.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ:
Intercontinental Hotels Group (IHG) to największa na świecie firma sektora hotelowego, do której należą między innymi marki Holiday Inn i Crowne Plaza. Intercontinental to luksusowa marka grupy, która obejmuje około 170 hoteli całym świecie. Grupa IHG kładzie silny publiczny nacisk na odpowiedzialność przedsiębiorstwa i prowadzi nawet specjalną witrynę internetową, a także strony na Facebooku i kanał na Twitterze. Firma prowadzi rozległe interesy w Chinach, które stanowią centrum jej strategii rozwoju na najbliższe dziesięciolecia.

W 2010 roku IHG ogłosiła zamiar otwarcia w stolicy Tybetu, Lhasie, luksusowego hotelu z 1100 pokojami pod nazwą Intercontinental Resort Lhasa Paradise. Obiekt znajduje się na wschodnich obrzeżach miasta, około 4 km od Barkhor. Hotel posiada również wszechstronne zaplecze biznesowe. Pierwotnie jego otwarcie planowano na rok 2012, ale w wyniku opóźnień termin ten przesunięto na rok 2014. IHG obecnie prowadzi rekrutację pracowników na wyższe stanowiska kierownicze, ale na stronie internetowej Intercontinental brak choćby najmniejszej wzmianki na temat hotelu w Lhasie.

IHG nie jest właścicielem hoteli, a raczej zarządza nimi. Hotel w Lhasie buduje potężna firma deweloperska Exhibition and Travel Group (ETG) z siedzibą w prowincji Syczuan. Jej prezes, Deng Hong, ma bliskie powiązania z chińskim reżimem. W kwietniu 2013 chińskie media podały, że przeciwko Dengowi i pozostałym dyrektorom wszczęto dochodzenie w sprawie korupcji.

Sprzeciw dla hotelu w Lhasie
Powstanie ogromnego, luksusowego hotelu w Lhasie potwierdza legalność chińskiej okupacji Tybetu, pomija naruszenia praw człowieka i ekonomiczną marginalizację Tybetańczyków w ich własnej ojczyźnie. Obiekt ten będzie wygodnym narzędziem cynicznej sprzedaży złudzenia szczęśliwego i spokojnego Tybetu, wspierając tym samym chińską propagandę i celowo maskując ustawiczne niszczenie tybetańskiej kultury i cierpienia narodu tybetańskiego. Międzynarodowy hotel musi bowiem działać w sferze publicznej i bazować na atrakcyjnej lokalizacji. Specjaliści od marketingu IHG (proponując taką a nie inną nazwę hotelu, czyli „raj w Lhasie”) dosłownie wysyłają komunikat, jakoby Lhasa była oazą szczęścia i zadowolenia, w której szanuje się i chroni tybetańską kulturę – co stanowi jaskrawe zaprzeczenie prawdy. Sama firma IHG to międzynarodowa, luksusowa marka, która publicznie podkreśla swoje zaangażowanie na rzecz etycznego prowadzenia biznesu. Z punktu widzenia PR ten hotel to prawdziwy prezent dla Chin.

Obecnie 99% osób odwiedzających Tybet to Chińczycy. Ze względu na ciągle zmieniające się i całkowicie nieprzewidywalne ograniczenia podróżne obowiązujące przyjezdnych innych narodowości, ten ogromny hotel będzie bazować na chińskich biznesmenach, zarówno jeśli chodzi o samo zakwaterowanie, jak i wykorzystywanie zaplecza konferencyjnego i bankietowego. Turyści chińscy zazwyczaj wolą postrzegać Lhasę na kształt tybetańskiego Disneylandu, całkowicie obojętni na wpływ, jaki wywierają na społeczność lokalną lub prawdziwą kulturę tybetańską. Najwyższej klasy hotel Intercontinental przyciągnie dobrze opłacanych (lub suto przekupionych) urzędników KPCh i ich bogatych kolesiów z chińskich przedsiębiorstw. Członkowie KPCh (i/lub chińscy wojskowi) mogą nawet korzystać z zaplecza hotelowego do planowania i usprawniania dalszych represji wobec narodu tybetańskiego.

Ze względu na drastyczne nierówności społeczne jest mało prawdopodobne, aby Tybetańczycy mogli skorzystać z tej inwestycji. Mimo, że hotel zapewni miejsca pracy, najprawdopodobniej zajmą je chińscy imigranci, którzy będą mogli obsługiwać gości z Chin w ich własnym języku, a co najważniejsze, bez spięć na tle etnicznym, które mogą wystąpić pomiędzy Tybetańczykami i Chińczykami. Właścicielem hotelu jest firma chińska, dlatego zyski z działalności będą wyprowadzane z Tybetu na konta ETG w Chinach i IHG w Wielkiej Brytanii. Ogłoszenia o pracę na wyższych stanowiskach kierowniczych opublikowano w języku angielskim i chińskim, ale już (o ile wiemy) nie po tybetańsku.

W 2011 r. przedstawiciel IHG oświadczył organizacji Wolny Tybet, że zajmie się naszymi zastrzeżeniami w konsultacji ze „społecznością i samorządem lokalnym”, wykazując tym samym swą naiwność lub po prostu lekceważenie realiów w Tybecie. Podczas spotkania z członkami organizacji Wolny Tybet i brytyjskiego oddziału SFT w lipcu bieżącego roku, najwyższe kierownictwo IHG nie odpowiedziało na nasze zarzuty i pytania. Nie jest też jasne, czy przed podpisaniem umowy na budowę hotelu firma przeprowadziła stosowną ocenę oddziaływania inwestycji na społeczność i prawa człowieka w regionie. Tak naprawdę, aby móc funkcjonować w stabilnym środowisku biznesowym (szczególnie we współpracy z chińskim partnerem), firmie IHG będzie zależało na dalszych represjach w stosunku do tybetańskiego ruchu oporu w Lhasie.

Decyzja IHG dotycząca otwarcia hotelu stanowi w najlepszym przypadku przykład niewiedzy i nieodpowiedzialności. W najgorszym zaś - cynizmu i chęci wyzysku. Obecnie oczekujemy na kolejny komunikat IHG.

PYTANIA I ODPOWIEDZI:

Co na temat inwestycji mówią przedstawiciele IHG?
IHG twierdzi, że „niezmiernie poważnie traktuje prawa człowieka” i chwali się możliwościami gospodarczymi, jakie oferuje, a w szczególności  szkoleniami. Przedstawiciele firmy twierdzą, że przed otwarciem każdego hotelu przeprowadza się oceny oddziaływania społecznego, ale skuteczne badania tego rodzaju są przecież niemożliwe w mieście tak dotkniętym represjami jak Lhasa. W ramach inicjatywy na rzecz odpowiedzialności korporacyjnej ONZ Global Compact, w której uczestniczy, firma powinna również przeprowadzać ocenę przestrzegania praw człowieka w Tybecie, ale nie wiadomo, czy ten obowiązek został spełniony. Dotychczas IHG nie udostępniła przedstawicielom FT wyników ocen dla tego hotelu. Ogólnie biznes tak bardzo sprzyja Chinom i chińskim imigrantom w Tybecie, że z pewnością przypadną im najlepsze miejsca pracy (w zakresie zarządzania obiektem i obsługi chińskich gości), natomiast dla Tybetańczyków pozostaną jedynie najmniej wymagające i najcięższe prace fizyczne. Lukratywne kontrakty trafią najprawdopodobniej do chińskich firm, a zyski z działalności będą wyprowadzane z Tybetu na konta firm ETG i IHG. Przedstawiciele IHG nie odpowiedzieli jeszcze na pytanie, czy szkolenia organizowane w Lhasie odbędą się w języku tybetańskim czy chińskim.

IHG naiwnie lub cynicznie twierdzi, że możliwości szkoleniowe i inwestycyjne będą mieć znaczący, pozytywny wpływ na Tybetańczyków lub zrekompensują niekorzystne oddziaływanie przedsięwzięcia w zakresie walki Tybetańczyków o wolność. Firma w żadnej mierze nie wykazała prawdziwego zrozumienia Tybetu, ani nie podjęła wymiernych i skutecznych środków na rzecz oceny wpływu inwestycji na społeczność lokalną.

Czy jesteśmy przeciw działaniu wszystkich firm międzynarodowych w Tybecie i/lub w branży turystycznej?
Gdy nie-Tybetańczycy - zwłaszcza cudzoziemcy, ale także Chińczycy - ujrzą całą prawdę na temat życia w Tybecie, mogą teoretycznie wykazać większe współczucie i poparcie dla sprawy Tybetu. Turystyka nieznacznie wspomaga również gospodarkę w sensie finansowym. Z drugiej strony, społeczeństwo tybetańskie jest pełne nierówności, dlatego znaczna część tych środków trafia do firm chińskich. Ponieważ Tybetańczykom grożą poważne konsekwencje za szczere rozmowy z cudzoziemcami, odwiedzający mogą - i często tak właśnie się dzieje - zyskać fałszywy obraz życia w Tybecie.

Firmy będące własnością Tybetańczyków i te, które wspierają ochronę kultury tybetańskiej (na przykład dzięki używaniu języka tybetańskiego), mogą mieć pozytywny wpływ, ale ogólnie w kraju okupowanym i nękanym represjami zagraniczne firmy, szczególnie z branży turystycznej, praktycznie nie mają innej możliwości, jak tylko mniej lub bardziej bezpośrednio umacniać chińską okupację i wspierać reżim. W tym przypadku sukces hotelu będzie zależeć od marketingu, który wprowadza w błąd i umiejętnie maskuje prawdę o tym, co naprawdę dzieje się w Lhasie.

Dlaczego bierzemy na cel markę Intercontinental, a nie inne międzynarodowe firmy hotelowe? 
Obecnie działa kampania skierowana na inne marki (https://www.studentsforafreetibet.org/media-center/press-releases/press-releases/media-advisory-tibetans-to-target-starwood-annual-meeting-over-new-st.-regis-hotel-in-lhasa-tibet), ale działania InterContinental są szczególnie uciążliwe. Po pierwsze, jest to ogromna inwestycja, znacznie większa niż jakikolwiek inny luksusowy hotel w Lhasie. Po drugie, InterContinental to marka globalnie rozpoznawalna, w przeciwieństwie do wszystkich innych firm hotelarskich. Po trzecie, IHG intensywnie promuje się jako etyczne przedsiębiorstwo. Wreszcie, co ważne, sama nazwa hotelu - „Lhasa Paradise” jest szczególnie przewrotna i obraźliwa dla Tybetańczyków, którzy muszą walczyć o wolność i znosić represje w okupowanej Lhasie. W Tybecie nawet apolityczność (na którą skutecznie powołuje się IHG) jest polityczna: tak naprawdę reklamowanie hotelu w sposób wspierający reżim to przykład nagannej pozycji politycznej.

Powyższe materiały zawierają tłumaczenia ogólnodostępnych w internecie materiałów kampanii prowadzonych przez Free Tibet i Students for a Free Tibet International.