Rangdzen znaczy wolność

Kolumna w Lhasie przed świątynią Dżokhang,
na której wyryto tybetańsko-chiński traktat
pokojowy z 821-22 roku,
W języku tybetańskim istnieje kilka terminów określających wolność. Dla wielu Polaków  wolność i niepodległości – to, w odniesieniu do ich kraju, pojęcia niemal tożsame. Natomiast o jaki „Wolny Tybet” walczą Tybetańczycy jest przedmiotem gorącej dyskusji w kręgach tybetańskich, a także określa stanowisko różnych organizacji działających na rzecz Tybetu. 

Dwa podstawowe słowa znaczące „wolność” - to „rang btsan” i „rang dbang”, jednak kryjąca się w ich treści wizja, jak ta wolność ma być realizowana w relacjach z Chinami,  stanowi fundamentalną różnicę.


Tybetańskie wyrażenie „rang btsan”, zapisane jako „rangdzen” [wym. „rangcen”] znaczy „niepodległy”, według słownika „English - Tibetan Dictionary of Modern Tibetan” – „independent, free”. Poszczególne człony tego wyrażenia to „rang”, które znaczy „sam, siebie, swój” i „btsan”, które znaczy „mocny, silny, władny, władza”, zatem „rang btsan” można tłumaczyć jako „własna władza”, co bliskie jest polskiemu pojęciu „niepodległość”.  Hasło „Bod rang btsan” [wym. „po rangcen”] dla Tybetańczyków oznacza „niepodległy Tybet”. Mówiąc nawiasem, termin „rang btsan” pojawił się późno, jako termin stosowany przez świadomych politycznie Tybetańczyków; nie notowały go słowniki klasycznego języka tybetańskiego.

Niepodległość jest terminem obiektywnym, definiowanym przez nauki polityczne. Niepodległość odnosi się do suwerennej państwowości. Można dyskutować, czy każde państwo jest prawdziwie niepodległe, biorąc pod uwagę globalne zależności polityczne i gospodarcze. Jednak nie podważa to faktu istnienia międzynarodowego systemu formalnie niepodległych państw. Idea suwerenności państwowej stanowi podstawową zasadę prawa międzynarodowego od co najmniej połowy XVII w. Zasadniczo niepodległość oznacza istnienie niezależnego państwa.

Tybetańskie „rang dbang” [wym. „rangłang”] znaczy „wolny, wolność” (ang. „free, freedom”), ale także „władza”, tak więc słowo „rang dbang” tłumaczone jest jako „wolny, autonomiczny” i używa się go obecnie jako kategorii szerszej, po prostu wolności, która może być rozumiana szeroko.

Wolność to pojęcie subiektywne. Nie ma jednej definicji. Zasadniczo oznacza, że jednostka czuje się wolna i może działać swobodnie; obejmuje brak przymusu i ograniczeń oraz wyzwolenie od władzy innych. Dla niewolnika może oznaczać zrzucenie kajdan, dla uciskanej mniejszości – osiągnięcie tych samych praw które posiada większość. Odniesienie do jednostki skłania do myślenia w kategoriach praw człowieka, jako przypisanych osobie ludzkiej i stojących na straży jej godności. Zakaz niewolnictwa jest jedną z tych wolności, której nie można ograniczyć w żadnych okolicznościach. Dla zniewolonych narodów wolność może oznaczać zerwanie politycznych więzów z kolonizatorem w celu pełnej realizacji praw.

Autonomia nie posiada utrwalonej definicji w prawie czy naukach politycznych. Być może najbliższa może stanowić, że obszary autonomiczne to „regiony państwa, zwykle posiadające pewną odrębność etniczną czy kulturową, którym przyznano odrębne uprawnienia administracji wewnętrznej, do jakiegoś stopnia, bez oderwania od państwa, którego są częścią”. (1) Bardzo szeroki zakres różnych form autonomii został przedstawiony w opracowaniu Legal Standards and Autonomy Options for Minorities in China: THE TIBETAN CASE. (2) Zasadniczo, autonomia oznacza częściowe sprawowanie władzy, ale w granicach innego państwa.

Z przytoczonych powyżej informacji jasno wynika, że między subiektywną wolnością a zdefiniowanymi pojęciami „niepodległości” - „rangdzen” i „autonomii”  - „rangłang”istnieje znacząca różnica.

Students for a Free Tibet wspiera Tybetańczyków w ich pokojowych staraniach o wolność – w wymiarze osobistym i poszanowania praw człowieka oraz  niepodległości – w wymiarze politycznym. Stanowisko to opiera się m.in. na pamięci o wielu bohaterskich mieszkańcach Krainy Śniegów, którzy zginęli w walce lub w więzieniach, a ostatnio także poprzez samospalenia, podejmując działania na rzecz niepodległości własnego kraju.

Wychodzimy z założenia, że sytuacja naruszeń praw człowieka w Tybecie na ogromną skalę, o której czytamy niemal na co dzień, jest wynikiem braku wolności w kategoriach politycznych, a konkretnie odebrania Tybetańczykom prawa do decydowania o swoim losie poprzez okupację wojskową rozpoczętą w 1950 roku i przypieczętowaną stłumieniem powstania w Lhasie w 1959 r. w wyniku którego legalne władze Tybetu schroniły się na emigracji w Indiach. Poniżej przedstawiamy argumenty za tym, że w obecnych warunkach, poza wizją niepodległości, trudno wyobrazić sobie poszanowanie praw i zachowanie dla przyszłych pokoleń (poza muzeum i biblioteką) unikatowego dziedzictwa duchowego i kulturowego Tybetu.

Uzasadniając prawo Tybetańczyków do posiadania własnego państwa można odwoływać się do nieodległej historii, faktu, że przed rozpoczęciem okupacji w 1949 r. Tybet był de facto niepodległy i posiadał wszelkie cechy suwerennego państwa. Powstało na ten temat wiele opracowań i wypowiadały się w tej kwestii międzynarodowe gremia. Równie ważnym argumentem jest także obecna sytuacja Tybetu w świetle faktu, że wspólnota międzynarodowa zgadza się na uznanie suwerenności i podmiotowości państw, których  historyczna niepodległość, jeśli w ogóle istniała, krótsza była od tybetańskiej, po to, aby chronić ich ludność przed agresywną większością i prześladowaniami i zapewnić jej  reprezentację na arenie międzynarodowej.

Tybetańczycy różnią się od Chińczyków (Hanów) pod każdym niemal względem, różnice  te są głęboko zakorzenione, a nie uznanie ich stanowi źródło dramatycznych konfliktów.  Tybetańczycy i Chińczycy mówią innymi językami, inna była ich historia, mają inne obyczaje, inną kulturę, wyznają inną religie, prowadzą inny tryb życia, funkcjonują w innym systemie wartości, inny jest ich sposób myślenia.

Oczywiście istnieją na świecie państwa wieloetniczne i wielonarodowe, ale gwarantem nie dochodzenia w tych państwach do poważnych konfliktów jest wspólny wysiłek na rzecz porozumienia i współistnienia, zgoda grup większościowych na uznanie praw mniejszości. W wielu krajach mniejszości mają konstytucyjnie zagwarantowaną daleko idącą autonomię. Nieustępliwe stanowisko chińskiego rządu w odniesieniu do Dalajlamy i jego „kliki”, absurdalne i sprzeczne z rzeczywistością oskarżania Dalajlamy o zabieganie o pełną niepodległość, nie stwarzają przestrzeni na jakiekolwiek porozumienie.

„Mamy wszelkie prawo mówić o „rangdzen”, ponieważ historycznie Tybet był niepodległym i zjednoczonym w VII i VIII w. państwem. Jednak dziś Tybet znajduje się w wyjątkowej sytuacji, i dlatego dialog poprzez Drogę Środka jest jedyną drogą do rozwiązania problemu”.- J. Ś. Dalajlama.
Stanowisko Dalajlamy nie budzi żadnych wątpliwości: szczerze i z oddaniem promuje „Drogę Środka” - rozwiązanie konfliktu poprzez dialog i wyrzeczenie się pełnej niepodległości na rzecz rzeczywistej autonomii w graniach Chińskiej Republiki Ludowej.

Działania chińskich władz od początku charakteryzuje podejście kolonizatorów i okupantów, nastawione na wyzysk i podporządkowanie. Polityka represji i prześladowań rozbudza i z każdym kolejnym aktem przemocy pogłębia wśród Tybetańczyków wrogość wobec Chin, a jednocześnie wzmacnia poczucie wspólnoty i tworzy tybetańską tożsamość narodową definiowaną w kategoriach politycznych. Natomiast Chińczycy poddawani są masowo propagandzie, której celem jest wzbudzanie wobec ludności tybetańskiej niechęci (jeśli nie wrogości) opartej na tworzeniu fałszywego stereotypu Tybetańczyków jako elementu ludowego folkloru z pogranicza, a równocześnie separatystycznej mniejszości wspieranej przez obce siły, aby osłabiać jedność państwa i harmonię społeczną.

Ogrom krzywd i cierpień zadanych Tybetańczykom przez pół wieku brutalnej okupacji nie równoważy nic, co by Chińska Republika Ludowa miała im do zaoferowania, tym więcej, że polityka wzrostu gospodarczego za wszelką cenę pogłębia proces eksploatacji ich terytoriów, gospodarczo pozostawia rdzenną ludność regionu na coraz odleglejszym marginesie, a nowe techniki wszechobecnej kontroli i inwigilacji pozwalają nasilać represje. Ale przede wszystkim Tybetańczycy przez pokolenia nie będą w stanie zapomnieć krzywdy szczególnej – nieustępliwego odcinania ich od duchowego źródła i jednej z największych świętości, Dalajlamy.

Mimo to wszystko – powtórzmy to raz jeszcze – stanowisko Dalajlamy i promowana przez Jego Świątobliwość „Droga Środka”, jest jasno określona choć nie wszyscy Tybetańczycy wierzą w jej powodzenie. Równocześnie jednak znamienny jest komentarz jednego ze znanych działaczy SFT: „‘Rangdzen’ nie jest opozycją do ‘Drogi Środka’ . Postrzegamy to jako strategiczne i zasadnicze stanowisko, od którego zależy powodzenie propozycji Dalajlamy. Albowiem, jeśli nie będzie istniała opcja ‘rangdzen’, to co pozostanie po ‘Środku’ w koncepcji ‘Drogi Środka’?”

Tybetańczycy potrzebują wolności - w znaczeniu politycznym i niepodległości, aby móc bronić swoich podstawowych praw i chronić to co mają najcenniejsze – swoje dziedzictwo kultury i religii. Naiwne byłoby oczekiwanie, że państwo rządzone pod sztandarami tej samej ideologii, która w niedalekiej przeszłości unicestwiła setki tysięcy Tybetańczyków, zrównała z ziemią większość klasztorów i świątyń, uniwersytetów, bibliotek i kolegiów medycznych, paliła święte księgi, stanie się w przewidywalnej przyszłości godne zaufania na tyle, aby to przechowane w ludziach i z trudem odbudowywane dziedzictwo chronić czy choćby uszanować. I trudno sobie wyobrazić, aby Tybetańczycy mogli temu państwu zaufać. Potrzeba byłoby wiele dobrej woli. I o ile Tybetańczycy wykazują w tym zakresie zdawałoby się skrajną cierpliwość, w zamian otrzymują szarganie największych świętości, poparte próbami fałszowania historii. I sięgają w nią coraz głębiej, aby udowadniać, że Tybet „od zawsze” był częścią Chin.

Na przestrzeni wieków znajdujemy wiele wydarzeń, które podważają to twierdzenie. Władze w Pekinie zainwestowały ostatnio olbrzymie sumy w produkcję propagandowej opery o historii – budując nawet kopię pałacu Potala, aby udowodnić, że mariaż chińskiej księżniczki z twórcą potęgi tybetańskiej królem Songcen Gampo to akt poddaństwa. Dla tego także sięgamy daleko w przeszłość i przypominamy w tym roku treść traktatu pokojowego zawartego przez kolejnego wielkiego władcę Tybetu z władcą Chin, którego treść została wyryta na stojącej do dziś w Lhasie kolumnie: „Tybet i Chiny trwać będą w swych granicach. Wszędzie na wschodzie rozciąga się kraj Wielkich Chin, a wszędzie na zachodzie, bez żadnej wątpliwości, kraj Wielkiego Tybetu.” (3) Potwierdzała ona równość i suwerenność obydwu państw oraz potwierdza ustalone granice.

* * *

Z perspektywy nas, Polaków, warto zadać sobie pytanie, czy pokolenia naszych przodków walczących o wolność naszego kraju walczyły o Polskę „rangdzen” czy „rang dbang”? I jaką Polskę wywalczyły – tę, w której możemy dzisiaj korzystać z pełni praw, głosić niepopularne poglądy i m.in. (wbrew oficjalnej polityce rządu) wspierać Wolny Tybet? I czy cieszyła nas nadawana, bez możliwości sprzeciwu „autonomia” w granicach któregoś z zaborczych państw, które okupowały Polskę na przestrzeni dziejów? Odpowiedź wydaje się oczywista, a były nią między innymi kolejne powstania – zrywy niepodległościowe, które wspominamy jako momenty dumy narodowej.

Dziękujemy za współpracę Bogusławowi Stanisławskiemu.

(1) The Concept of Autonomy in International Law, Hurst Hannum and Richard B. Lillich
The American Journal of International Law Vol. 74, No. 4 (Oct., 1980), pp. 858-889 za: Freedom, Independence, and Autonomy: A Little More Accuracy Please, Tibetan Political Review

(2) http://belfercenter.hks.harvard.edu/files/tibetanmonograph.pdf

(3) Traktat między Tybetem i Chinami (821-822) http://www.hfhrpol.waw.pl/Tybet/raport.php?raport_id=205

Warto przeczytać: