Marcowy wiatr - pamięć o powstaniach 1956 i 1959

Tablica upamiętniająca bohaterów Tybetańskiego Powstania
Narodowego przy Rondzie Tybetu w Warszawie.
"Każdy, kto uważa siebie za Tybetańczyka czy Tybetankę powinien poświęcić chwilę, by wspomnieć wszystkich tych niesamowicie dzielnych ludzi, bez których odwagi, poświęcenia, a przede wszystkim decyzji nie byłoby prawdopodobnie żadnego dalajlamy, żadnego rządu na uchodźstwie, żadnej społeczności uchodźców, żadnej sprawy Tybetu, a może nawet nie byłoby żadnej tybetańskiej kultury i religii poza muzeami i różnorakimi ośrodkami Dharmy."

Z okazji rocznicy tybetańskich powstań, przypominamy tekst tybetańskiego intelektualisty i bojownika o wolność Tybetu - Jamjanga Norbu.

Poniższy tekst autorstwa Jamyanga Norbu powstał w marcu (kilka dni przed rocznicą 10.03) 2009 roku. Norbu przedstawia wydarzenia, które miały miejsce w latach 1956 i 1959, ukazując jak duży wpływ miały one na obecną sytuację Tybetu i Tybetańczyków (również, a raczej zwłaszcza na uchodźstwie).

Trzy lata temu napisałem artykuł, który w dużej części poświęcony był, przypadającej w bieżącym roku, 50. rocznicy powstania z 10 marca. Niektórym może się wydawać, że popełniłem falstart, ale od dłuższego czasu postrzegam powstanie Khampów z 1956 jako początek tybetańskiej rewolucji, której punktem kulminacyjnym było powstanie 1959 w Lhasie.

I oczywiście, chociaż sekwencje wydarzeń są obecnie w dużej mierze niewidoczne, ukryte pod powierzchnią chińskiego komunistycznego ucisku, to wybuchają one w niespodziewanych momentach, tak jak podczas ubiegłorocznego historycznego powstania. Pomimo brutalności oficjalnych odwetów i zakrojonych na szeroką skalę działań wojsk na Płaskowyżu Tybetańskim, do kolejnych protestów, demonstracji oraz samospaleń dochodzi i w tym roku.

Jedyne, co możemy z pewnością przewidywać na temat przyszłości Tybetu to to, że będą wybuchały kolejne powstania. Dlatego pamięć i uczczenie wydarzeń z naszej niedawnej przeszłości nie powinno być postrzegane jako symboliczny rytuał albo zadanie naukowe czy literackie. Powinna to być raczej okazja, by odnowić nasze zobowiązanie do walki o wolność i sprawiedliwość oraz by być przygotowanym na dzień ich przyjścia - rewolucja rangzen (tyb. niepodległość – przyp. tłum.) na pewno nastąpi.

Ten długi artykuł jest rozszerzoną wersją Forgotten Anniversary – Remembering the Great Khampa Uprising of 1956 (Zapomniana rocznica – wspominając Wielkie Powstanie Khampów w 1956), który opublikowany został 7 grudnia 2006 na stronie Phayul.com. Wprowadziłem kilka poprawek, trochę dodałem i więcej miejsca poświęciłem powstaniu w Lhasie. Dołączyłem także kilka zdjęć z archiwów Rangzen i AMI.


PAMIĘĆ O POWSTANIACH: 1956 i 1959

W 2006, 50. rocznica węgierskiej rewolucji przeciwko sowieckiej okupacji została uczczona na Węgrzech z należnymi honorami, mimo iż w stolicy – Budapeszcie, obchody zostały zakłócone przez antyrządowe protesty. Gazety, czasopisma i stacje telewizyjne na całym świecie publikowały relacje z uroczystości, a także retrospektywy i komentarze na temat wydarzeń 56-go roku na Węgrzech.

Okładka TIME (7.01.1957)
Daleko większy i bardziej krwawy zryw społeczny miał miejsce tego samego roku we wschodnim Tybecie, przeciwko innemu totalitarnemu olbrzymowi – komunistycznym Chinom. Ale 50. rocznica tego doniosłego historycznego wydarzenia została całkowicie zignorowana przez świat, co nie powinno dziwić wobec faktu, że zignorował ją także sam Dalaj Lama i jego rząd emigracyjny.

Węgierska rewolta trwała przez dziewiętnaście dni. Dwa i pół tysiąca węgierskich bojowników o wolność zostało zabitych a około 13 tys. rannych. W Khamie powstanie zaczęło się w lutym 1956 i trwało, w samym Tybecie, przynajmniej do 1962; w sierpniu 1974 urządzono zasadzkę i zabito Gyatotsanga Wangdu – ostatniego przywódcę ruchu oporu, w bazie partyzantów w Mustangu, na nepalskiej granicy. Nikt naprawdę nie wie, ilu ludzi zginęło podczas tego konfliktu. Ostrożnie szacując, można mówić o pół milionie ofiar po tybetańskiej stronie. Nie cytuję tych liczb i faktów po to, by przeprowadzić porównanie z tym, co wydarzyło się na Węgrzech; statystyki nie opowiedzą nam o rzeczywistej odwadze i poświęceniu bohaterskich bojowników o wolność zarówno na Węgrzech, jak i w Tybecie. Miało to raczej położyć nacisk na dziwaczne zaniedbanie, do którego dochodzi od początków tybetańskiej rewolucji.

Gyatotsang Wangdu
Mieszkańcy Khamu i wschodniego Tybetu powstali przeciwko chińskiej okupacji gdy komunistyczne władze zaczęły wprowadzać w życie „demokratyczne reformy”, eliminując klasztorne i plemienne przywództwo oraz wykorzeniając tradycyjny system społeczny. Program obejmował sesje walki społecznej – thamzing, upokarzanie, bicie, tortury, wymuszanie przyznania się do winy, więzienie, a często egzekucje. Na terenach, na których ogłaszano „demokratyczne reformy”, dochodziło do licznych samobójstw.

W folklorze emigracyjnym archetypowe początki przypisywane były powstaniu w Lithangu w 1956. Mogłem się przyczynić do tego moja sztuką YUNRU, wystawioną po raz pierwszy w TIPA w 1981. Główny przywódca oporu w Lithangu – Yunru Pon był nie tylko bardzo młodą i tajemnicza osobą, ale jego śmierć na polu walki opiewały wielkie epickie dzieła filmowe. Wraz z innymi przywódcami i wojownikami Lithangwa obronił klasztor w Lithangu (założony przez III Dalaj Lamę) przed licznym atakami chińskiej piechoty, bombardowaniem artylerii oraz bombardowaniem przez chińskie lotnictwo, stacjonujące w Chengdu.

Yunru Pon Sonam Wangyal
Gdy skończyła mu się amunicja, Yunru Pon udał, że się poddaje i - podchodząc do chińskiego dowódcy - zastrzelił go z ukrytego pistoletu; sam zaś został zastrzelony przez chińskich żołnierzy.

Naoczny świadek, Loto Phuntsok, zeznał przed Międzynarodową Komisją Prawników w 1959, że do Yunru Pona wystrzeliło wówczas 500 chińskich żołnierzy.

Gwałtowne powstania miały miejsce już wcześniej, we wschodnim Tybecie w Gyalthang (na południe od Lithangu) w latach 1952 – 54 – pod wodzą Wangchuka Tempy, alias Aku Lemar (był łysy), a także w północno-wschodnim Tybecie (Amdo) w Hormukha i Nangra; dowodzone przez Pona Chojeya i Pona Wangchena. Wg Rinzina, jedynego ocalałego świadka walk w Amdo „tak wielu ludzi zostało zabitych, tak wielu popełniło samobójstwa, tak wielu uciekło do Lhasy, że zostało tylko kilku niewidomych, kaleki, głupcy i dzieci”.

Jednakże, to powstanie Khampów w 1956 powinno być uznane za początek naszej wielkiej krajowej rewolucji, ponieważ wydarzenia te nie były odosobnione, ale objęły wiele dystryktów, regionów i plemion. Powstania były zadziwiająco dobrze skoordynowane na dużym obszarze. Zgodnie z jednym ze źródeł, dwudziestu trzech głównych dowódców z Lithangu, Chatrengu, Batangu, Lingkashi, Nyarongu, Gyalthangu, Gyalrongu, Horko, Gaba i innych obszarów, porozumiało się ze sobą i jednego dnia rozpoczęło walkę. Był to osiemnasty dzień tybetańskiego Nowego Roku 1956.

Gyaritsang Dorje Yudon
W Nyarong atak na chińską centralę przy Drugmo Dzong (Smoczy Zamek) miał miejsce cztery dni wcześniej – 14.03. Walkami dowodziła młoda kobieta, Dorje Yudon, której siostrę i męża (wodza Nimę Gyaritsanga) Chińczycy przetrzymywali jako zakładników w Dhartsedo. Podczas rozmowy, ta zdumiewająca kobieta (cicha i mająca niespełna metr pięćdziesiąt wzrostu) powiedziała mi, że otrzymała list od Yunru Pona, nawołujący do rewolty w Nyarongu. Była zmuszona do przyspieszenia terminu ataku, ponieważ została ostrzeżona, że Chińczycy chcą ją aresztować. Inne kobiety z plemienia Khampów także walczyły z Chińczykami, a w niektórych przypadkach tak, jak Dorje Yudon, przewodziły grupom oporu. Kiedy jeden z dowódców z Gonjo - Lemda Pon, zginął, jego córka – Pachen przejęła schedę po ojcu i przez kilka lat zawzięcie stawiała opór Chińczykom, aż jej rodzina i oddziały zostały starte w proch, a ona sama pojmana i osadzona w więzieniu na 20 lat.

Regiony Gonjo, Drayak, Chagra Pembar, Shopado, zachodnie Derge, Pomo, Dzachukha, Trehor i Markham włączyły się do walk kilka miesięcy po wybuchu powstania. W odwecie, w całym wschodnim Tybecie, Armia Czerwona rozpoczęła ludobójcze ataki. Jeden z moich informatorów – Nyarong Aten (zredagowałem jego biografię), który początkowo współpracował z Chińczykami, powiedział mi, że chiński urzędnik – pułkownik Len, wyjaśnił mu dlaczego trzeba zabijać tybetańskie dzieci „musimy wytępić ich wszystkich, nawet kobiety i dzieci; jeśli zgnieciesz gnidy, nie będzie więcej wszy”. Rzesze uchodźców wyruszyły do Lhasy. Dalaj Lama i jego rząd zachowały nominalną władzę w centralnym Tybecie, ale władza ta była symboliczna i zmniejszała się każdego dnia, ponieważ chińskie siły okupacyjne w Lhasie stawały się coraz silniejsze. Codziennie, nowo wybudowaną drogą przybywały kontyngenty wojskowe.

Lemdatsang Pachen
Khampowie mieszkający w Lhasie byli coraz bardziej zmartwieni katastrofalnymi wiadomościami dochodzącym z ich ojczyzny. Jeden ze znaczących kupców z Lithangu – Gompo Tashi Andrugtsang, potajemnie zaczął tworzyć ruch oporu w mieście. Pod przykrywką organizacji publicznej ceremonii religijnej – Modlitwy o długie życie Dalajlamy, na którą zbierał fundusze, spotykał się z ważnymi lamami, przywódcami i tybetańskimi urzędnikami, wliczając w to Lorda Szambelana Dalaj Lamy – Phalę. Ceremonia ta miała ogromne polityczne znaczenie, wyrażała bowiem lojalność ludzi wobec Dalaj Lamy; Gompo Tashi wykorzystał to genialnie, by umocnić fundamentalną jedność Kham, Amdo i centralnego Tybetu pod rządami Dalaj Lamy. Symbolem tego było ofiarowanie Dalaj Lamie złotego tronu z trzech prowincji Tybetu.

Andrutsang Gompo Tashi
W 1958, w Driguthang, na południe od Lhasy, Gompo Tashi założył ruch oporu – „Cztery Rzeki, Sześć Pasm Górskich" (geograficzny opis wschodniego Tybetu). Przedstawiciele ruchu oporu zostali wysłani do Indii, by mogli skontaktować się z CIA. Ostatecznie z udziałem starszego brata Dalaj Lamy – Thuptena Jigme Norbu, a później pod kierownictwem drugiego z braci Jego Świątobliwości – Gyalo Thondupa, stworzono program szkoleń dla tybetańskich ochotników w zakresie komunikacji, walki partyzanckiej, broni i skoków ze spadochronem, w tajnej bazie wojskowej w Kolorado.

Thupten Jigme Norbu, Gyalo Thondup i Lhamo Tsering

Pierwszy amerykański zrzut, który miał miejsce w lipcu 1958 (około 400 strzelb) nie wystarczył na wyposażenie dużej liczby ochotników, zebranych w Driguthang. Mimo to Gompo Tashi zdołał przeprowadzić kilka zakrojonych na szeroką skalę ataków przeciwko chińskim pozycjom w północnym i zachodnim Tybecie, a nawet z wewnątrz Khamu w regionie Sho-Ta-Lho-Sum. Plakaty na murach Lhasy informowały o atakach i chińskich porażkach; mieszkańcy miasta byli podekscytowani. Mieszkający w Lhasie uchodźcy z Kham, ochotnicy z Lhasy (wielu byłych żołnierzy), Gyangtse, Shelkar i innych regionów w centralnym i zachodnim Tybecie wyruszyli w drogę do Driguthangu. Opór przyjął szerszy, pantybetański charakter i by odzwierciedlić tę zmianę oddziały przemianowano na „Ochotniczą Armię Broniącą Wiary” (Tensung Dhanglang Makar).

Jakiekolwiek były bezpośrednie przyczyny powstania w Lhasie w marcu 1959 – zaproszenie Dalaj Lamy na spektakl w chińskiej kwaterze głównej i tak dalej – istotnym powodem był na pewno wybuch powstania w Khamie i trwające tam walki. Wydarzenia te dały inspirację i sposobność mieszkańcom Lhasy, pozostającym w mieście garnizonom dawnej tybetańskiej armii i lojalnym urzędnikom rządowym, by przypuścić końcowy atak za ich kraj i przywódcę, zanim Chińczycy całkowicie przejmą kontrolę.

Nawet pobieżny opis marca 1959 wymagałby przynajmniej książki, ale postaram się pokrótce przedstawić mniej znane wydarzenia do jakich doszło podczas tego powstania, a także zaznaczyć nazwiska bardzo dzielnych, ale nieznanych ludzi, chłopów, mnichów, mniszek, żołnierzy, rzemieślników i arystokratów, którzy wzięli w nim udział. Wiemy obecnie, że niższy rangą urzędnik – Barshi Ngawang Tenkyong (popierany przez innych – np. Phalę) jako pierwszy przekazał wiadomość o zaproszeniu Dalaj Lamy do głównej kwatery chińskich wojsk na widowisko kulturalne i „walnie przyczynił się do zorganizowania publicznego sprzeciwu wobec tego faktu”. Następnie powołano do życia Zgromadzenie Ludowe, a 12 marca doszło do demonstracji kobiet prowadzonej przez „Pamo” („Bobohaterka”) Kunsang i Galingshar Choelę – mniszkę z klasztoru Mechungri; obie zostały później stracone w więzieniu.

Powstanie było koordynowane przez Zgromadzenie Ludowe, w skład którego wchodzili urzędnicy państwowi i wojskowi, mnisi oraz stowarzyszenia handlowe i grupy wzajemnej pomocy (kyidug). Spotykali się oni w budynku drukarni rządowej (Shol Parkhang) w wiosce Shol koło Potali. Broń pozyskali z arsenału rządowego w głównej bazie wojskowej w Shol i rozdali wszystkim bojownikom, wliczając w to mnichów z klasztorów Sera, Drepung i Ganden, którzy nocą potajemnie przyszli do wioski. W 300-osobowym zgromadzeniu było dużo rozmów o niczym, ale wkrótce zaczęło się krystalizować wyraźne przywództwo w osobach wyższego urzędnika – mnicha Khenchunga Lobsanga Tsewanga (Minkyiling) i Tsaronga Dasanga Damdula – pierwszego głównodowodzącego współczesnych wojsk Tybetu, wówczas już w podeszłym wieku.

Tsarong Dasang Damdul
Tsarong, kilka miesięcy wcześniej, powrócił z Indii z zamiarem ocalania młodego Dalaj Lamy (co opowiedział mojemu wujowi w Dardżylingu). Kilkadziesiąt lat wcześniej pomagał XII Dalaj Lamie w ucieczce przed mandżurskimi żołnierzami. Jeden z naocznych świadków powiedział mi, że pierwszego dnia walk (20 marca) widział Tsaronga w wielkiej sali w Shol, z rozłożoną przed sobą mapą (prawdopodobnie mapą Lhasy Aufschnaitera). Dużo palił (pokój był pełen dymu papierosowego) i wydawał polecenia różnym ludziom. Kazał mojemu informatorowi pójść i pomóc kopać okopy. Za paskiem chuby (tybetańskiego płaszcza – przyp. tłum.) miał Colta. Przeżył powstanie i został pojmany przez Chińczyków. Zmarł w więzieniu. Co najmniej trzech ludzi, z którymi rozmawiałem, a którzy byli z nim w więzieniu, powiedziało mi, że nawet w dniu swojej śmierci śmiał się i żartował.

Kilka oddziałów dawnej tybetańskiej armii wspieranuch przez ochotników z Lhasy zostało rozlokowanych w ważnych miejscach miasta. Pułki Gwardii (Kusung Magar) wraz z oddziałem wojsk z Gyangtse broniły Norbulingki; inny oddział pułku z Gyangtse wysłany został do Shol. Lhaska policja objęła dowództwo w rejonie Jokhangu, Lubu i Ramoche. Nie będę opisywać w szczegółach walk w mieście. Większość Tybetańczyków słyszała o legendarnym majorze policji – Rinzinie Paljorze, znanym także jako Rupon Gura („Garb”) ponieważ na skutek chińskich tortur w 1933 miał zdeformowane plecy. Ten niezwykły człowiek, przy pomocy kilku policjantów i ochotników, przeciągnął przez ulice centralnej części Lhasy dużą haubicę oraz kilka moździerzy, z których osobiście ostrzeliwał chińskie pozycje.

Obraz przedstawiający powstanie w Lhasie
(Reader's Digest, luty 1970)

Pułk z Drapchi bronił pałacu Potala i Chakpori. Chińska piechota szturmowała górę Chakpori (Żelazne Wzgórze) bronioną przez około 77 żołnierzy. Dwa razy tybetańscy żołnierze zmusili ich do odwrotu. Wtedy Chińczycy ostrzelali wzgórze gradem pocisków artyleryjskich. Jednym z ostatnich obrońców był sierżant Tashi Tsewang, który nie przestawał strzelać z karabinu maszynowego, mimo że był śmiertelnie ranny i cały pokryty krwią. Jego syn, żołnierz, Kalsang Wangdu, powiedział „Pala (tyb. ojciec – przyp. tłum.), daj mi swój karabin, Pala”. Gdy ojciec umarł, młody żołnierz wziął karabin z jego rąk i strzelał do atakujących chińskich żołnierzy. Nagle cały budynek zawalił się trafiony pociskiem odłamkowym. Mój informator był jedynym, któremu udało się ujść z życiem ze wzgórza.

Gdy Chińczycy przypuścili ostateczny atak, na wzgórzu nie było nikogo żywego. W komunistycznych filmach propagandowych można zobaczyć chińskich żołnierzy szturmujących górę, nazywaną przez nich Yowang, a chwilę potem podających się żołnierzy tybetańskich. Ale ten materiał filmowy przedstawia w rzeczywistości żołnierzy pułku Gwardii (popatrzcie na mundury), poddających się w koszarach przy pałacu Norbulingka. Powiedziano mi, ze cała scena została odegrana na potrzeby dokumentu. Zdjęcie Tsaronga i innych więźniów maszerujących z rękoma w górze również zostało zaaranżowane.

Tsarong w niewoli
W następstwie wydarzeń w Lhasie, przeciwko Chińczykom powstali koczownicy z zachodniego Changtangu, pod wodzą Nagtsanga Puby z Shentsa Dzong. Oddziały wojskowe, które miały wesprzeć powstańców, zostały zrzucone na spadochronach w pobliżu jeziora Namtso, nie udało im się jednak nawiązać kontaktu z powstańcami. W następnym roku, koczownicy z Sog, Bachen i innych regionów w północno-wschodnim Changtangu, pod dowództwem Pona Norbu Tseringa stworzyli ogromną armię, składającą się z co najmniej pięciu do siedmiu tysięcy żołnierzy. Chińczycy natychmiast wysłali do Damshung kilka oddziałów piechoty, wspieranych przez jednostki kawaleryjskie, pojazdy opancerzone, czołgi, a nawet myśliwce. Tybetańczycy zrzucili na spadochronach specjalistyczny ośmioosobowy oddział, mający wesprzeć powstanie oraz dziewięć zrzutów broni.

Andrugtsang Ngawang Phulchung "Nathan"

Dowiedziawszy się, że Chińczycy używają przeciwko bojownikom ruchu oporów czołgów, zrzucono kolejny ośmioosobowy oddział wyszkolony do obsługi bazook i 75 mm karabinów bezodrzutowych i broń. Chińczycy rozrzucali z powietrza ulotki, wzywające Tybetańczyków do poddania się; w odpowiedzi Tybetańczycy namówili Amerykanów, by ci rozrzucili kopię listu Dalaj Lamy wzywającego do oporu. Wielu Tybetańczyków zatrzymało list, jako amulet. Po sześciu miesiącach szaleńczych walk powstanie wypaliło się. Ostatni komunikat radiowy, który otrzymała CIA, pochodziła od „Nathana” – pseudonim Andrugtsanga Ngawanga Phulchunga, dowódcy oddziału. Pod miażdżącym ostrzałem przesłał wiadomość, że kolumna czołgów zbliża się do ich pozycji. Nie przeżył nikt z obu oddziałów.

Phupatsang Heshey Wangyal "Tim"

W marcu 1961 siedmioosobowy oddział pod dowództwem Phupatsanga Yeshiego Wangyala („Tim”) został zrzucony do Markham. Dwudziestotysięczna armia powstańców została znacznie przetrzebiona. Chociaż oddziałowi udało się nawiązać kontakt z pozostałymi przy życiu powstańcami (ponad sześćdziesięciu bojowników), Chińczycy wybili ich w przeciągu roku. W samym regionie Markham stacjonowało 70 tys. chińskich żołnierzy. Jedyny członek zespołu, który przeżył, lekarz z lhaskiej policji – Nyemo Bhusang (mój informator i przyjaciel) wcześniej walczył w powstaniu z 1959 z Ruponem Gurą koło Dżokangu. Został pojmany w Markham; był więziony przez osiemnaście lat.

Nyemo Bhusang "Ken"
Musimy brać pod uwagę to, że podczas wojny w Afganistanie, Sowieci mieli około 80 do 100 tys. wojsk w całym kraju. W Tybecie (wliczając w to Kham i Amdo) stacjonowało około pół miliona chińskich żołnierzy. Z wielu rozmów wynika również, że Chińczycy, mając ogromną przewagę liczebną stosowali przeciwko Tybetańczykom taktykę „ludzkiej fali” (chiń. ren-hai zhan-shu). W kilku wywiadach ocaleli opowiadali, że całe zbocza gór były żółte (tyb. ri ser-chigi). Chińczycy nosili mundury w kolorze khaki lub żółtym. Oczywiście taka taktyka powodowała ogromne straty w ludziach także i po stronie Chin, czego dowodem są liczne cmentarze – „Pomniki Męczeństwa” (chiń. lishi-mu) w centralnym Khamie, gdzie pochowano podobno dziesiątki tysięcy chińskich żołnierzy, często po 3 – 4 ciała w jednej trumnie.

Z samych tylko relacji wynika, że skala walk, śmierci i zniszczeń we wschodnim Tybecie jest ogromna. Czołowy amerykański uczony, zajmujący się problematyką Chin – Roderick MacFarquhar uważa, że tybetański ruch oporu był „najpoważniejszym przypadkiem wewnętrznego nieładu (w Chińskiej Republice Ludowej) przed rewolucją kulturalną”. Spis ludności, przeprowadzony w 1982, dwadzieścia lat po zdławieniu powstania, odnotowuje o wiele mniej mężczyzn niż kobiet w Kham i niektórych rejonach Amdo.
Ta ogromna dysproporcja nie pojawia się w innych częściach Tybetu czy Chin, pomimo że ogromna ilości ludzi zginęła tam między innymi podczas głodu, który był efektem „Wielkiego Skoku” ale który, jak słusznie można wnioskować, dotknął obu płci po równo.

Jedyne opublikowane dane, na temat Tybetańczyków zabitych podczas powstania w Lhasie, jakimi dysponujemy pochodzą z oficjalnych chińskich źródeł. Broszura oznaczona jako „tajna”, wydana w Lhasie, 1 października 1960., przez departament polityczny Tybetańskiego Regionu Militarnego, stwierdza: „od ostatniego marca (1959) do tej pory (1960) pozbyliśmy się (chiń. xiaomie) przeszło 87 tys. wrogów”.

Na konferencji w Harvardzie w 2002 „Tybet i Zimna Wojna”, amerykański sinolog nalegał na wyjaśnianie terminu „xiaomie” (nie dosłownie „pozbywać się”, ale jako „więzić” albo „usuwać” i tak dalej).
"Bałamutne, naukowe frazesy. W większości języków występują alternatywne albo synonimiczne znaczenia. Na przykład słowo „zabić” niekoniecznie musi oznaczać odebranie życia. Może być używane np. w kontekście ataku śmiechu. Gdyby jednak w raporcie policyjnym napisano, że taki to a taki został zabity, to czy rozmyślalibyśmy nad semantyką? Dlaczego więc mamy to robić w przypadku „wojskowego” dokumentu, podkreślam – „wojskowego” dokumentu, w którym wymagany jest język jasny, precyzyjny i jednoznaczny".

Podczas sławnego procesu o zniesławienie w Londynie w 1994, David Irwing, znany z negowania holokaustu, wygłosił podobny komentarz na temat niemieckiego terminu „ausrotung” (wykorzenienie) wykorzystywanego przez Hitlera, o którym Irving dyskutował - nie oznaczał masowych mordów, ale raczej „wysiedlać” albo „zmuszać do emigracji”. Nie zgadzał się również ze słowem „vernichtung”, które historycy powszechnie uważają za eufemizm dla unicestwienia. Irving utrzymywał, że termin ten był używany przez nazistów tylko w retorycznym sensie.

Kwestia tybetańska ma swoje „osoby negujące holokaust”, na czele ze sławnym antropologiem Melvinem Goldsteinem, który twierdzi, iż Chińczycy nie dokonali ludobójstwa Tybetańczyków. Dowodzi również, że Tybetańczycy zrezygnowali ze swoich narodowych praw i żyją w „kulturowych rezerwatach” w ChRL. W swojej pracy z 1996, na temat nomadów z Golok w północno-wschodnim Tybecie, Goldstein zamieścił pobieżną wzmiankę, że zbrojnie sprzeciwili się chińskiemu panowaniu, toczono tam zażarte walki i było wiele ofiar. Ale potem kontynuuje – bez śladu ironii, jakichkolwiek zastrzeżeń, czy choćby nawiasu, że „w 1952, jedynie wyzwolono region i zaprowadzono tam ład”. Goldstein ponadto informuje nas, że do drugiego wybuchu walk doszło w latach 1957 – 1958. W przypisie dodaje: „warto odnotować, że między 1957 a 1958 wielkość populacji w Goulou (Goloku) odnotowała nagły spadek”.

Ale nie można zaprzeczyć, że ludobójstwo, czystka etniczna, holocaust – jakkolwiek to nazwać, miały miejsce w regionie Golok. Chiński uczony, który prowadził badania nad sytuacją w Goloku stwierdził, podróżując po tym regionie, że populacja została zredukowana z około 130 tys. w 1956 do około 60 tys. w 1963 (China Spring, czerwiec 1986). Ponad połowa populacji została więc zmieciona z powierzchni ziemi.

Poprzedni panczenlama – Chokyi Gyaltsen, odważnie wypowiedział się podczas urzędowego przemówienia w Pekinie na temat ludobójstwa w Goloku. „W Amdo i Khamie ludzie zostali poddani niewyobrażalnym potwornościom. W rejonie Golok wielu ludzi zostało zabitych, a ich zwłoki staczano z góry do dużego rowu. Żołnierze powiedzieli członkom rodzin i krewnym zmarłych, że powinni świętować, bo pozbyli się buntowników – musieli tańczyć na ciałach zmarłych. Wkrótce potem, zmasakrowano ich, strzelając z karabinów maszynowych".

Zatrzymam się w tym momencie. Wiem, że można by na ten temat powiedzieć o wiele więcej, ale ten tekst został napisany, by przypomnieć Tybetańczykom o zapomnianych rocznicach naszych narodowych rewolucji, a nie by dokumentować historię ruchu oporu. Wszyscy Tybetańczycy muszą pamiętać te tragiczne, acz wielkie wydarzenia, zwłaszcza zaś ci z nas, którzy żyją na emigracji i wolności. Niemal każdy, komu udało się uciec z centralnego Tybetu po powstaniu lhaskim, mógł to zrobić w dużej mierze dlatego, że ważny chiński garnizon w Tsetangu, na południe od Lhasy, był oblegany przez ruch oporu, co pozwoliło uchodźcom na ucieczkę bezpiecznym korytarzem do Indii.

Tendar (przyjaciel autora) i inny partyzant
z Mustangu w trakcie przygotowań do najazdu
Uchodźcy z Tö, Ngari i Kyirong w zachodnim Tybecie mieli stosunkowo łatwiejszą drogę ucieczki, ponieważ chińskie wojsko było zajęte walkami w centralnym Tybecie i Khamie. Później zaczęła działać baza w Mustangu, ruchy chińskich wojsk zostały ograniczone, zwłaszcza w 1963 i 1964, kiedy autostrada Xinjiang - Shigatse prawie całkowicie nie nadawała się do użytku z powodu ataków partyzanckich. To pozwoliło większej liczbie uchodźców z zachodniego Tybetu uciec przez korytarz Mustangu.

Dziesięcioosobowy zespół partyzantów zorganizował i dowodził masową ewakuacją ludzi z terenów Kongpo i Pemako do Arunachal Pradesh. Uchodźcy zostali następnie przesiedleni do obozów Miao, Tezu, i Chaglang. W połowie lat 60-tych, po tym jak ruch oporu został rozbity, a granica zamknięta, przepływ uchodźców do Indii i Nepalu praktycznie zmniejszył się niemal do zera.

Spokojnie można powiedzieć, że gdyby nie powstania z 1956 i 1959, nie byłoby w Dharamsali rządu na uchodźstwie. Oznacza to, że musimy spytać dlaczego Dharamsala nie pamięta o rocznicy powstania Khampów w 1956, a w rocznicę powstania 1959, ogranicza się jedynie do organizacji ceremonii modłów o długie życie Dalaj Lamy? Czy jest tak dlatego, że działania naszych współczesnych przywódców i polityków rządu na uchodźstwie dalekie są od idealizmu tych, którzy zginęli za wolność Tybetu? Czy dlatego wygodniej jest Dharamsali świętować zdradę niż odwagę i poświęcenie?

W 2006 w Dharamsali opublikowano oficjalne tłumaczenie na język tybetański biografii arcykolaboranta Phuntsoka Wangyala (angielski oryginał, autorstwa Melvyna Goldsteina, wydany został w 2004). Książkę wydano z wielką pompą, działaniami kierował premier Samdong Rimpoche, wychwalając Phuntsoka Wangyala jako wielkiego tybetańskiego filozofa. W dalszej dyskusji na temat książki w Radiu Free Asia, zwróciłem uwagę, że Wangyal był głęboko zaangażowany w chińską inwazję na Tybet w 1950, pełniąc rolę głównego przewodnika najeźdźców; był głównym organizatorem i dostawcą żywności, zboża i zwierząt jucznych (na czym on i jego wspólnik Chagotsang Topden podobno dużo zarobili); różnymi sekretnymi sposobami próbował nakłaniać tybetańskich urzędników i wojskowych w Chamdo i Markham, by zdradzili swój kraj. Żaden z oficerów nie zdradził.
Okładka TIME (20.04.1959)
Wszystkie późniejsze opowieści o zdradach urzędników państwowych można włożyć między bajki. Nawet Ngabo przeszedł na chińską stronę dopiero po tym, jak został pojmany, a Phuntsok Wangyal spędził wiele godzin indoktrynując go. Ponad tysiąc Tybetańczyków, żołnierzy zawodowych i milicjantów z Khamu zginęło w 1950, broniąc kraju. Podczas dyskusji w Radiu Free Asia tybetański tłumacz biografii nalegał, by nie nazywać Phuntsoka Wangyala zdrajcą, bo nawet i bez jego pomocy Chińczycy i tak wygraliby wojnę.

Mówię to z całym należnym szacunkiem, ale Samdong Rimpoche powinien zastanowić się, jaki byłby jego los, gdyby bojownicy ruchu oporu nie chronili w 1959 jego drogi ewakuacji. Przeprowadziłem wywiady z kilkoma inkarnowanymi lamami, którzy pozostali w Tybecie po powstaniu i ich relacje były wstrząsające. W podobnych okolicznościach, Samdong Rimpoche skończyłby najprawdopodobniej w jakimś ponurym gospodarstwie laogai, w szeregu wychudłych, głodujących więźniów, skandując „yi – ér, yi – ér” (raz – dwa, raz – dwa), szurając nogami, zagięty pod ciężarem wiklinowych koszy przepełnionym cuchnącymi odchodami.

Ale o wiele ważniejsze dla wszystkich Tybetańczyków jest oczywiście pytanie: co w tych okolicznościach mogłoby stać się z Dalaj Lamą? Co jeśli nie byłoby powstania albo żadna uzbrojona eskorta bojowników ruchu oporu nie ubezpieczałaby jego ucieczki z Lhasy? Co gdyby był zmuszony do pozostania w Tybecie? Zadawałem i odpowiedziałem na te pytania kilka lat temu, w innym artykule, ale myślę, że warto by było znów się nad nimi zastanowić.

Dalece prawdopodobne jest, że Dalaj Lama byłby, zwłaszcza z nadejściem rewolucji kulturalnej, więziony, publicznie upokarzany i torturowany, jak miało to miejsce w przypadku X Panczen Lamy. Nawet jeśli to nie miałoby miejsca, na pewno zostałby on chińską marionetką. W opinii najmłodszego z braci Jego Świątobliwości – Choegyala, gdyby Dalaj :ama pozostał w Tybecie „oni (Chińczycy) mogliby chcieć wykorzystać Jego Świątobliwość tak, jak Japończycy wykorzystywali biednego Pu Yi (ostatniego cesarza Chin z dynastii mandżurskiej). Oto, co stałoby się z Dalaj Lamą – byłby następnym Pu Yi” (Kundun, Mary Craig, Harper Collins, 1997). W rzeczywistości więc, Dalaj Lama zawdzięcza swoją wolność, swoją obecną pozycję międzynarodową, a nawet swoją Nagrodę Nobla odważnym ludziom, którzy ocalili go nie tylko przed fizycznym niebezpieczeństwem lecz także przed sytuacją, która była politycznie i moralnie kompromitująca.

Każdy, kto uważa siebie za Tybetańczyka czy Tybetankę powinien poświęcić chwilę, by wspomnieć wszystkich tych niesamowicie dzielnych ludzi, bez których odwagi, poświęcenia, a przede wszystkim decyzji nie byłoby prawdopodobnie żadnego dalajlamy, żadnego rządu na uchodźstwie, żadnej społeczności uchodźców, żadnej sprawy Tybetu, a może nawet nie byłoby żadnej tybetańskiej kultury i religii poza muzeami i różnorakimi ośrodkami Dharmy.

Należy zwłaszcza pamiętać tych ludzi teraz, kiedy wielu bohaterskich Tybetańczyków idzie ich śladem i jest zdeterminowanych, by robić to w przyszłości. Smutną prawdą jest, że powstania nigdy się nie skończą. Każdy z nas, zwłaszcza Jego Świątobliwość i rząd na uchodźstwie, musi to zaakceptować. Pokojowe, jak to ma miejsce obecnie, czy gwałtowne powstania - co jest ponurą wizją przyszłości - będą trwały. Jedynym sposobem, aby się skończyły jest pozbycie się nas, jako narodu, przez Chińczyków lub odzyskanie niepodległości.

Tłumaczenie TT, opublikowane wcześniej na stronie ratujTybet.org